Polski Związek Wędkarski - Koło "Okoń"

Czy chciałbyś aby zawody były organizowane również w sobotę?



Statystyki

23.07.2019

Gości online: 20

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 351

Najnowszy użytkownik: JerryJJ

Shoutbox

12.02.2011 13:26

DOSTĘP DO WODY

Spotykamy się często z tym problemem a artykuł dość dobrze tłumaczy istotę zagadnienia.

Metalowe, drewniane, kamienne – nad polskimi jeziorami i rzekami wyrasta coraz więcej ogrodzeń, które blokują przejście nad brzegiem. Takie działania często naruszają prawo do powszechnego korzystania z wód publicznych i są karalne. Grzywny sięgają 5 tysięcy złotych. Działka czy domek nad wodą to marzenie niejednego Polaka. Wielu z nas jest posiadaczami takich nieruchomości. Ale polskie przepisy gwarantują każdemu prawo do korzystania z wód publicznych, których właścicielem jest Skarb Państwa albo jednostki samorządu terytorialnego. Każdy, kto ma na to ochotę, może się w nich wykąpać, napoić zwierzęta, pospacerować nad brzegiem, wędkować czy uprawiać sporty wodne. Aby to było możliwe, każdy powinien mieć dostęp do wody np. od strony drogi. Konflikt interesów Nad niektórymi rzekami i jeziorami domy stoją tak ciasno, że powszechny dostęp do wody staje się fikcją. Z jednej strony właściciele nieruchomości przylegających do wód i ich prawo, choćby do prywatności, z drugiej przybysze, którzy pragną korzystać z dobrodziejstw natury. Problem narasta wiosną i latem, zwłaszcza w regionach atrakcyjnych pod względem turystycznym. Potęgują go ogrodzenia blokujące przejście nad brzegiem. Bywa, że płoty wręcz stoją w wodzie. – Dostajemy sporo skarg od turystów i żeglarzy, że brzegiem jezior nie da się przejść. Przypadki łamania zakazu grodzenia wykrywamy również sami podczas kontroli w terenie – przyznaje Jerzy Bujno, naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska, Gospodarki Wodnej i Rolnictwa w Starostwie Powiatowym w Giżycku. Najwięcej pretensji mają wędkarze. – Walczymy z tym zjawiskiem od lat, lecz jest to syzyfowa praca. Gdy uda się zlikwidować jedno, niedaleko wyrasta nowe ogrodzenie. Dotarcie do niektórych łowisk jest niemożliwe – twierdzą zrzeszeni w Polskim Związku Wędkarzy. Na dowód przedstawiają zdjęcia ogrodzonych brzegów. Sprawa nie jest jednak tak jednoznaczna, jak się wydaje, a rozpoznanie, czy doszło do złamania prawa, utrudniają skomplikowane przepisy. – Nie wszystkie zbiorniki wodne są objęte zakazem grodzenia. Osobie nieznającej miejscowej mapy hydrograficznej trudno stwierdzić, czy ogrodzenie ma prawo stać, czy nie – mówi Iwona Koza, zastępca prezesa Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej. – Jeśli zaś chodzi o dostęp do wód publicznych, to przyczyn problemów upatruję w zaniechaniach lokalnych samorządów. Korzystaj tylko z wody publicznej Ustawa z 18 lipca 2001 r. – Prawo wodne (DzU z 2005 r. nr 239, poz. 2019 ze zm.) zapewnia każdemu prawo do korzystania z wód publicznych – do zaspokajania potrzeb osobistych, gospodarstwa domowego lub rolnego, lecz bez stosowania specjalnych urządzeń technicznych, takich jak np. pompy – a także do wypoczynku, uprawiania turystyki, sportów wodnych oraz, na zasadach określonych w odrębnych przepisach, amatorskiego połowu ryb. Ale nie wszystkie wody w Polsce są wodami publicznymi. Do Skarbu Państwa należy morze oraz śródlądowe wody powierzchniowe płynące, czyli wszystkie rzeki, potoki, strumienie, wody w kanałach, większość jezior, niektóre sztuczne jeziora oraz wody podziemne. Powszechnym korzystaniem nie są jednak objęte wody podziemne oraz wody prywatne, do których mogą należeć wyłącznie naturalne lub sztuczne wody stojące, czyli niezwiązane bezpośrednio z żadnym ciekiem naturalnym. – Wbrew powszechnemu mniemaniu w Polsce mamy naturalne jeziora będące własnością osób prywatnych i przedsiębiorstw – mówi Iwona Koza, wiceprezes Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej. – Ich właściciele mogą udostępnić te wody innym na wyznaczonych przez siebie zasadach. Z powszechnego korzystania są również wyłączone części wód publicznych objęte decyzją o utworzeniu obrębu hodowlanego ryb lub strefy ochronnej dla ujęć wody. O ich istnieniu powinny jednak informować tablice na lądzie i na wodzie. Dojście za odszkodowaniem Wyobraźmy sobie jezioro, nad którym pobudowali się letnicy. Działka przy działce. Żeby dojść do plaży, trzeba nadłożyć spory kawałek drogi, bo żaden z właścicieli nie zechce przepuszczać intruzów przez swoją działkę. Czy mają do tego prawo? – Zakaz grodzenia brzegów rzek i jezior nie może być utożsamiany z obowiązkiem zapewnienia dostępu do wody – mówi Iwona Koza. – Wprawdzie oba obciążają właściciela nieruchomości, ale wynikają z różnych przesłanek i są osobno uregulowane w prawie wodnym. Właściciel nieruchomości ma obowiązek udostępnić ją na potrzeby robót związanych z utrzymaniem wód oraz ustawieniem znaków żeglugowych lub hydrologiczno-meteorologicznych urządzeń pomiarowych. Należy mu się za to odszkodowanie od właściciela wody albo tych urządzeń. Nieco inaczej jest z zapewnieniem dostępu do wody w ramach powszechnego korzystania z wód publicznych. Do jego urzeczywistnienia potrzebna jest decyzja wójta, burmistrza lub prezydenta (art. 28 prawa wodnego). Dopiero gdy urząd wyznaczy części nieruchomości umożliwiające dostęp do wody, właściciel zobowiązany jest je udostępnić np. turystom. Niezadowolony właściciel nie może zaskarżyć decyzji, ale ma prawo kwestionować wysokość odszkodowania, które w takim przypadku przysługuje mu z budżetu gminy. – Samorządy, którym zależy na turystach i dobrym wizerunku, powinny wyznaczać nieruchomości zapewniające powszechny dostęp do wód. To leży w interesie samych właścicieli nieruchomości – uważa Iwona Koza. Zabronione płot i tabliczka Trudno sobie wyobrazić, by osoby korzystające z wód publicznych zostały pozbawione prawa wydostania się na brzeg. – To również kwestia bezpieczeństwa tych osób – przekonuje Iwona Koza. – Kajakarz może stwierdzić, że nie uda mu się przepłynąć odcinka rzeki, więc przepisy muszą mu zagwarantować dostęp do brzegu i przejście do innego miejsca, drogi, przystani. Stąd wziął się zakaz grodzenia brzegów. Artykuł 27 prawa wodnego zabrania grodzenia nieruchomości przyległych do powierzchniowych wód publicznych w odległości mniejszej niż 1,5 m od linii brzegu, a także zakazywania lub uniemożliwiania przechodzenia przez ten obszar. Oznacza to, że nie tylko samo ogrodzenie jest niezgodne z prawem, ale również postawienie tabliczki z napisem „Wstęp wzbroniony”. Oczywiście zakaz grodzenia nie oznacza, że właściciel posesji musi się godzić na coś więcej niż tylko przejście przez jego posesję. Pas gruntu nadal jest jego własnością. Może zatem zabraniać biwakowania, wędkowania, jeżdżenia rowerem itp. Czy może pobierać myto za przejście? Artykuł 140 kodeksu cywilnego przewiduje, że ma prawo pobierać pożytki i inne dochody z nieruchomości, ale w granicach określonych przez ustawy i zasady współżycia społecznego. Prawo wodne nic nie mówi o pobieraniu opłat, sądy zaś mogłyby je uznać za sprzeczne z zasadami społecznego współżycia. Zakaz grodzenia ma swoje niuanse i nie dla wszystkich jasne są zasady jego obowiązywania. Przepis art. 27 prawa wodnego mówi o obowiązku pozostawienia wolnego przejścia o szerokości 1,5 m od linii brzegu. A zatem zakaz ma zastosowanie tam, gdzie jest linia brzegu. – Pojęcie to dotyczy tylko naturalnych wód płynących, czyli rzek, strug, strumieni, potoków i jezior, ale w przypadku tych ostatnich tylko wtedy, gdy są to jeziora przepływowe i nie zostały sztucznie podpiętrzone – mówi Iwona Koza. – Zakaz grodzenia nie obejmuje zatem kanałów, rowów oraz jezior, w których naturalna linia brzegu została przykryta zwierciadłem podpiętrzonej wody. Niektóre rzeki czy jeziora mają zmienną linię brzegu, zależnie od pory roku, ilości opadów. Brzegiem innych jest skarpa. To utrudnia określenie, gdzie może stać ogrodzenie. W takich przypadkach linię brzegu określa się jako krawędź skarpy lub linię stałego porostu traw. W razie wątpliwości linia brzegu może być wyznaczona w urzędowej decyzji według średniego stanu wody z co najmniej ostatnich dziesięciu lat. Właściciele nadwodnych działek mają wątpliwości, czy muszą utrzymywać pas wolnego przejścia w stanie umożliwiającym to przejście. Na przykład usunąć pień zwalonego drzewa, wycinać krzewy. Przepisy na ten temat milczą, więc należy domniemywać, że nie mają takiego obowiązku. Nie powinni tam jednak sadzić roślin utrudniających przejście, choćby krzewów róż. Prawo swobodnego przejścia nie obejmuje pomostów i przystani. Można z nich korzystać wyłącznie po uzyskaniu zgody właściciela. – Warto wspomnieć, że na budowę nawet najmniejszego pomostu wymagane jest pozwolenie wodnoprawne, o czym właściciele nieruchomości i wędkarze często zapominają – podkreśla Iwona Koza. Dlaczego bojkotują? Właściciele nadwodnych posesji czasami nie zdają sobie sprawy z zakazu stawiania ogrodzeń. W razie wątpliwości, czy nad danym zbiornikiem wodnym taki zakaz obowiązuje, można zadzwonić do jednego z regionalnych zarządów gospodarki wodnej. Wkrótce mapy hydrograficzne Polski mają być dostępne w Internecie i będzie można samodzielnie wyczytać z nich informację o statusie wód. Ale w większości przypadków ludzie grodzą brzegi zupełnie świadomie. Nie odstraszają ich nawet wysokie grzywny, do 5 tys. zł. – Każdy złamany zakaz zgłaszamy policji, to ona decyduje, czy skierować sprawę do sądu – mówi Jerzy Bujno ze Starostwa Powiatowego w Giżycku. – My nie mamy uprawnień do karania. Niestety, wiele takich spraw jest umarzanych ze względu na znikomą szkodliwość społeczną.

Źródło : Rzeczpospolita/Dorota Gajos

 

Czy wędkarz, turysta lub rybak, którego właściciel nieruchomości nie chce przepuścić do linii brzegowej, może wezwać policję, aby wyegzekwować swoje prawo dostępu do wód?

Przystępując do analizy przedstawionego zagadnienia prawnego należy zróżnicować sytuację wędkarza i turysty z jednej strony, a rybaka z drugiej, są to bowiem sytuacje pod względem prawnym zasadniczo odmienne. Wspólne jest tylko to, że mamy do czynienia z typową kolizją interesów, otóż wędkarz, turysta lub rybak chce dojść do wody przez grunt niestanowiący jego własności, a zatem właściciel gruntu może się temu sprzeciwić powołując się na prawo własności, które zapewnia mu wyłączność korzystania z rzeczy (w tym wypadku nieruchomości) stanowiącej jego własność. Ponieważ jednak interesy wędkarza, turysty i rybaka także mogą zasługiwać na ochronę, przeto zadaniem systemu prawnego jest wskazanie sposobów mogących w sposób cywilizowany prowadzić do rozwiązywania tego typu kolizji interesów.
Jeśli chodzi o wędkarza i turystę, to do nich stosuje się regulację zamieszczoną w art. 28 ust. 2 ustawy z 18 lipca 2001 Prawo wodne (Dz.U. Nr 115, poz. 1229 ze zm.), który stanowi:
Art. 28. (...) 2. Właściciel nieruchomości przyległej do wód objętych powszechnym korzystaniem jest obowiązany
zapewnić dostęp do wody w sposób umożliwiający to korzystanie; części nieruchomości umożliwiające dostęp do wody wyznacza wójt, burmistrz lub prezydent miasta w drodze decyzji.
Regulacja ta jest związana z prawem do powszechnego korzystania z wód, które stosownie do art. 34 Prawa wodnego:
* obejmuje śródlądowe powierzchniowe wody publiczne, morskie wody wewnętrzne wraz z wodami Zatoki Gdańskiej oraz wody morza terytorialnego,
* służy do zaspokajania potrzeb osobistych, gospodarstwa domowego lub rolnego, bez stosowania specjalnych urządzeń technicznych, a także do wypoczynku, uprawiania turystyki, sportów wodnych oraz, na zasadach określonych w przepisach odrębnych, amatorskiego połowu ryb.
Z art. 28 ust. 2 Prawa wodnego wynika jasno, że na właścicielu nieruchomości przyległej do wód objętych powszechnym korzystaniem ciąży obowiązek zapewnienia innym osobom dostępu do wody, ale w ramach korzystania powszechnego. Trzeba zbadać, jaki charakter prawny ma taki obowiązek w świetle przepisów ustawy z 17 czerwca 1966 o postępowaniu egzekucyjnym w administracji (Dz.U. 2002 Nr 110, poz. 968). Nie ulega wątpliwości, że jest to obowiązek o charakterze niepieniężnym pozostający w zakresie administracji samorządowej i wynikający bezpośrednio z przepisu prawa. Jeżeli tak, to taki obowiązek nadaje się do egzekucji administracyjnej. Wśród środków egzekucji administracyjnej obowiązków o charakterze niepieniężnym art. 148 ustawy egzekucyjnej wymienia przymus bezpośredni, polegający na zagrożeniu zastosowaniem lub zastosowaniu bezpośrednio skutecznych środków, nie wyłączając siły fizycznej, w celu usunięcia oporu zobowiązanego lub oporu innych osób, które stoją na przeszkodzie w wykonaniu obowiązku. Według art. 148 § 2 ustawy egzekucyjnej przymus bezpośrednio stosowany jest m.in. w celu doprowadzenia do wykonania przez zobowiązanego obowiązku nieprzeszkadzania innej osobie w wykonywaniu jej praw. To jest właśnie ta sytuacja, o której mowa w art. 28 ust. 2 Prawa wodnego. Rzeczywiście, wędkarz lub turysta może wezwać policję, która groźbą zastosowania lub zastosowaniem nawet siły fizycznej zmusi właściciela nieruchomości do umożliwienia dostępu do wód objętych korzystaniem powszechnym.
Ale - i to należy podkreślić z całym naciskiem - nie od razu. Najpierw bowiem musi być zrealizowana cała norma art. 28 ust. 2 Prawa wodnego. Oznacza to, że jeżeli sam właściciel nieruchomości nie wyznaczył ścieżki, miedzy itp. prowadzącej do wody, to musi być uprzednio wydana decyzja administracyjna wójta, burmistrza lub prezydenta miasta, którą organ ten wyznaczy części nieruchomości umożliwiające dostęp do wody (dodam, że z mocy art. 28 ust. 3 Prawa wodnego za to właścicielowi nieruchomości należy się odszkodowanie z budżetu gminy). Jeżeli po wyznaczeniu takiego dostępu ostateczną decyzją administracyjną właściciel nieruchomości nie chce przepuścić wędkarza lub turysty nad wodę wyznaczonym przejściem, wędkarz lub turysta może wezwać policję, która przez zastosowanie przymusu bezpośredniego mu to przejście umożliwi.
Dodać wypadnie, że właściciel nieruchomości uniemożliwiając w tej sytuacji dostęp do wód objętych powszechnym korzystaniem naraża się nie tylko na egzekucję administracyjną (w tym przymus bezpośredni), ale i na odpowiedzialność za wykroczenie z art. 193 pkt 2 Prawa wodnego, za co grozi mu grzywna do 5000 zł.
Odmiennie przedstawia się sytuacja prawna rybaka, który wykonując swój zawód nie czyni tego w ramach powszechnego korzystania z wód w rozumieniu art. 34 Prawa wodnego, lecz w ramach korzystania szczególnego. Jeżeli zatem rybak potrzebuje przechodzić przez cudzą nieruchomość, to nie może powołać się na art. 28 ust. 2 Prawa wodnego, ponieważ stosowalność tego przepisu jest ograniczona do zapewnienia możliwości powszechnego korzystania z wód, a taka sytuacja w odniesieniu do rybaka nie występuje. Trzeba przeto poszukać innego sposobu rozwiązania kolizji, sięgając do przepisów Kodeksu cywilnego (k.c.). Instytucją, która przynajmniej na pierwszy rzut oka pasowałaby do analizowanej sytuacji, są służebności należące systematycznie do praw rzeczowych ograniczonych. Kodeks rozróżnia służebności gruntowe i służebności osobiste. Według art. 285 § 1 k.c. służebność gruntowa polega na tym, że nieruchomość można obciążyć na rzecz innej nieruchomości (nieruchomości władnącej) prawem, którego treść polega m.in. na tym, że właściciel nieruchomości władnącej może korzystać w oznaczonym zakresie z nieruchomości obciążonej. Według art. 285 § 2 k.c. służebność gruntowa może mieć jedynie na celu zwiększenie użyteczności nieruchomości władnącej lub jej oznaczonej części. Jeżeli na przykład pomieszczenia gospodarstwa rybackiego znajdują się na jakiejś nieruchomości, a wobec skomplikowanej sytuacji własnościowej dojście rybaków do wody wymaga przechodzenia przez inne nieruchomości (niekoniecznie zresztą sąsiednie), to można utrzymywać, że możliwość przejścia zwiększa użyteczność nieruchomości, na której znajdują się owe pomieszczenia (nieruchomości władnącej). Wtedy ustanowienie służebności gruntowej polegającej na zapewnieniu możliwości przechodzenia przez cudzą nieruchomość lub cudze nieruchomości miałoby sens gospodarczy. Podkreślić wszakże trzeba, że praktycznie jedyną możliwością ustanowienia takiej służebności jest umowa między gospodarstwem rybackim a właścicielem (właścicielami) nieruchomości, rzecz jasna za stosownym wynagrodzeniem, nie widać bowiem możliwości przymusowego jej ustanowienia.
Służebność osobista polega według art. 296 k.c. na obciążeniu nieruchomości na rzecz oznaczonej osoby fizycznej prawem, którego treść odpowiada treści służebności gruntowej, czyli w analizowanym przypadku prawem przechodzenia przez nieruchomość. Jest to jednak do zrealizowania tylko w takiej sytuacji, gdy gospodarstwo rybackie prowadzi osoba fizyczna, jeżeli zaś prowadzi je osoba prawna (np. spółka z ograniczoną odpowiedzialnością), wtedy ustanowienie służebności osobistej jest prawnie wykluczone.
W każdym razie, jeżeli rybak chce sobie zapewnić możliwość przechodzenia do linii brzegu przez cudze nieruchomości, musi zawrzeć z właścicielem czy właścicielami tych nieruchomości stosowne umowy cywilnoprawne. Nie może natomiast powoływać się na art. 28 ust. 2 Prawa wodnego, gdyż stosowalność tego przepisu jest ograniczona do zapewnienia dostępu do wód w ramach powszechnego korzystania z wód, a zatem odnosi się na przykład do wędkarza bądź turysty, ale nie do rybaka.

Źródło : Miesięcznik „Wędkarz Polski”

ZEB

Komentarze: 5

Komentarze użytkowników:

2014-04-04 21:29:24

Artykuł 27 Prawa Wodnego zabrania grodzenia nieruchomości przyległych do powierzchniowych wód publicznych w odległości mniejszej niż 1,5 m od linii brzegu, a także zakazywania lub uniemożliwiania przechodzenia przez ten obszar. Oznacza to, że właściciel posesji musi udostępnić przejście w tym pasie i nic więcej. Może zatem zabronić biwakowania, wędkowania, po prostu przebywania. Grodzić się może gdyż jest to pas gruntu jego własnością, ale pod warunkiem udostępnienia stałego przejścia np. furtka ze stałym kluczykiem. Musi udostępnić dostęp do wody ale nie wszystkim i pod pewnymi warunkami. Ujmując rzecz najprościej np. osoba łowiąca ryby, bez zgody właściciela nie może tam przebywać, przechodzić może, tu częste tłumaczenie wędkarzy -”ja tylko poruszam się za wędką, więc tylko przechodzę, a nie przebywam”- jest to błędna interpretacja, głównie przez koła wędkarskie, gdyż nie potrafią rozróżnić przechodzenia od przebywania. Przepis art.27 Prawa Wodnego wyraźnie mówi o obowiązku pozostawienia wolnego przejścia a nie przebywania w szerokości 1,5 m od linii brzegu. Bardzo często koła wędkarskie nie tylko próbują szantażować i zastraszać właścicieli przedmiotowych gruntów, powołując się na prawo dostępu do wód, tłumacząc iż to prawo gwarantuje każdemu o każdej porze w każdym celu dostępu do wód, owszem jest to nieprawda i jest to karane.

~Janusz Kalski

2011-11-25 16:01:04

http://www.ign.org.pl/aktualnosci/5459/nik-o-dostepie-do-jezior/

~ZEB

2011-02-14 15:09:20

>>> cytat.-Oczywiście zakaz grodzenia nie oznacza, że właściciel posesji musi się godzić na coś więcej niż tylko przejście przez jego posesję. Pas gruntu nadal jest jego własnością. Może zatem zabraniać biwakowania, wędkowania, jeżdżenia rowerem itp.<<<< >>> cytat 2 Ale polskie przepisy gwarantują każdemu prawo do korzystania z wód publicznych, których właścicielem jest Skarb Państwa albo jednostki samorządu terytorialnego. Każdy, kto ma na to ochotę, może się w nich wykąpać, napoić zwierzęta, pospacerować nad brzegiem, wędkować czy uprawiać sporty wodne. Aby to było możliwe, każdy powinien mieć dostęp do wody np. od strony drogi.<<< Niestety te dwa cytaty wykluczają się i tym samym pokazują, że sprawa jest dla nas lekko mówiąc skomplikowana. Niedawno czytałem zapis mówiący o tym że jeżeli grunt przylegający do brzegu należy to osoby prywatnej, przechodzi on na własność właściciela wody (skarbu państwa), a właścicielowi przysługuje odszkodowanie. -poszukam, jak znajdę to wkleję.

~Jarosław Dawiskiba

2011-02-14 09:01:05

Moim zamysłem Piotrze, było przybliżenie prawnych aspektów zagadnienia. Co do prywatnych spostrzeżeń, to w pełni się z Tobą zgadzam, choć więcej spotykam przykładów tych negatywnych poczynań.

~ZEB

2011-02-13 11:55:39

Zaczynając komentarz od pozytywnych wiadomości muszę przyznać, że kilkakrotnie widziałem, "na własne oczy" - żeby nie było, ułatwienia dostępu do wody na działkach i pastwiskach. W jednym przypadku były to furki z tabliczką proszącą o zamknięcie, gdyż właściciel miał kury, gęsi czy cokolwiek i nie miał szczególnej ochoty gonić całego towarzystwa po wsi... W drugim przypadku ogrodzenie dla bydła nad rzeką miało drewniane drabinki lub schody, jak kto woli, aby bez stresu ogrodzenie ominąć nie dając przy tym krówkom zbyt dużo wolności... :) Chwała im za to! Zdarzają się jednak ekstremalne przypadki "chamstwa i góralskiej muzyki"... Betonowy płot i 3 dobermany za nim - i omijaj plac łukiem najlepiej takim ze 3 kilometry... :( W niektórych przypadkach jednak, pamiętajmy, że to wędkarze zgotowali sobie sami taki los. Sam mam plac nad rzeką - oczywiście ogrodzenie zamknięte jednak około 4 metrów od brzegu - i co, i często są śmieci, wóda, trzaskanie butelek o płot... Gdyby tak nie było nie znajdowalibyśmy nad wodą opakowań po zanęcie i robakach, a często-gęsto są to jedyne śmieci nad wodą, więc niektórych właścicieli działek po części rozumiem....

~PiotrSzlezak