Polski Związek Wędkarski - Koło "Okoń"

Czy chciałbyś aby zawody były organizowane również w sobotę?



Statystyki

23.07.2019

Gości online: 17

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 351

Najnowszy użytkownik: JerryJJ

Shoutbox

07.08.2010 13:46

WYPRAWA ŻYCIA

Czwartek po południu Święto Bożego Ciała 3.06.2010 wreszcie oczekiwany dzień wolny od pracy! Po konsultacji z płcią piękną czy aby można, szybka decyzja gdzie by tu pojechać zmierzyć się z "mętnookimi". Oczywiście po krótkim namyśle wybór pada na naszą Częstochowską perełkę zwaną zbiornikiem zaporowym Poraj.

Po przybyciu do rybaczówki okazuje się ku mojemu zadowoleniu, że szczęśliwa łódź z poprzedniego wypadu jeszcze jest przycumowana do pomostu. Szybki przeładunek sprzętu, zbrojenie wędki i z dreszczykiem podniecenia zawsze towarzyszącemu na początku wędkowania wypływam tym razem sam na wodę. Pogoda idealna na sandacza lekki wiaterek, falka, pochmurno zdają się wnioskować, że wypad może być udany, ale ile to już było takich wypadów gdzie wracało się z wody nazywając popularnie o samym kiju. Na pierwszych miejscówkach obok cypla "Danka" (nazwa z uwagi na cumowanie w przeszłości stateczku wycieczkowego o nazwie Danek) nic szczególnego się nie dzieje. Zmiana przynęt też niewiele wnosi. Popłynąłem więc dalej, postój przy kolejnej miejscówce i jest pierwsze branie z opadu. Na biało czarną z czerwonym ogonkiem gumę Relax połakomiła się ku mojemu zdziwieniu szczupacza młodzież. Jest dobry omen? Po zbiczowaniu sporego kawałka wody w miejscu zwanym popularnie "kreską" przepływam dalej w stronę miejscówki zwanej "piaskownią" z uwagi na wcześniejsze wydobycie piasku z tego miejsca przed zalaniem zbiornika. Tutaj natrafiam na piękny spad dochodzący nawet do ok. 7-8m głębokości. Zdecydowałem się jeszcze obłowić ten teren na już założoną obrotówkę nr 3 Dragona w poszukiwaniu okoni. Po kilku rzutach siada piękny garbusek 36 cm i już pomyślałem, że wypad uważam za udany , ale to co miało się dopiero wydarzyć przeszło moje najśmielsze oczekiwanie! Po opłynięciu jeszcze kilku miejscówek i ciągłej próbie zaliczenia choćby jednego sandaczyka, obławiając kolejne dołki i spady o zróżnicowanych kolorach kopytami, popularną metodą łowienia na Poraju, opukując dno z opadu. Postanowiłem pomału zbliżać się z powrotem ku pomostom rybaczówki mojego koła "Okoń". Tym bardziej, że na horyzoncie pojawiły się czarne kłębiące się chmury zapowiadające niezłą burzę, a w najlepszym wypadku deszcz. W dość szybkim momencie zerwał się mocny PdZ wiatr. Pomysłem, że może warto spróbować jeszcze po drodze powędkować na tzw. troling. Płynąłem pod wiatr i pod falę która skutecznie spowalniała moją łódź, tym bardziej, że silnik nawet na 5 biegu za bardzo nie dawał sobie rady z przebiciem przez już sporej wielkości fale. Uważałem ten rodzaj połowu za najbardziej odpowiedni do panujących warunków atmosferycznych. Na wędzisko Jakson XT-Pro 2,40m 5- 25g z kołowrotkiem firmy Dragon Viper RD 820i, plecionką Dragon GUIDE PRO VISION 0,13 mm/9,80 kg założyłem przynętę Rapala wobler Barra Magnum RH 11 cm 20g schodzący na głębokość do 5m zwany potocznie "strażakiem" z uwagi na jego biało czerwone ubarwienie. Wyrzuciłem przynętę na ok. 40m i ruszyłem w kierunku przystani. Po ok. 10 minutach trolingowania poczułem mocne szarpnięcie na wędce. Byłem przekonany, że mam zaczep o który na zbiorniku Poraj akurat nie trudno. Natychmiast poluzowałem hamulec na kołowrotku i zacząłem manewr nawracania w stronę zaczepu by spróbować go odhczyć nie tracąc przynęty. Ku mojemu zaskoczeniu i zdziwieniu czuję ponowne ostre szarpnięcie, już wiem, że to nie zaczep tylko duża ryba która połakomiła się na mojego woblera. Po ok. 15 min walki podciąganiu ryby do łodzi i kilku jej odjazdach, ku mojej nie do opisania radości na powierzchni po raz pierwszy wyłożył się już mocno (tak mi się wydawało) zmęczony sandacz. Przy pierwszej próbie przyholowania ryby do burty łodzi i podebrania okazu sandacz zrobił zwrot i ostrym szarpnięciem wyciągając sporą ilość plecionki z grającego na hamulcu kołowrotka odpływając na sporą odległość i głębokość . Tą czynność powtórzył jeszcze dwa razy, po czym udało mi się nakryć jego spory łeb za małym jak na taką rybę podbierakiem i wciągnąć na łódź. Ja i sandacz byliśmy mocno wyczerpani walką z tym, że tylko jedno z nas było zadowolenie z takiego obrotu sprawy. Po drodze do rybaczówki spotkałem na łodzi kolegę Marka który pogratulował mi złowionego okazu, pomógł zmierzyć rybę i zrobił kilka fotek upamiętniających złowienie mojego sandacza życia. Choć jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa bo przygodę z wędkarstwem zacząłem stosunkowo niedawno, bo w 2004 roku.

gregorwcp

Komentarze: 1

Komentarze użytkowników:

2010-08-08 06:20:25

BRAWO ! Nie tylko piękna rybka ale i opis przygody kapitalny. Tak trzymaj,

~ZEB